wczasy, wakacje, urlop
21 June 2012r.

Hafciarki i plecionkarki wdzydzkie tworzą zarazem jedyny w swoim rodzaju mały artystyczny zespolik ludowy pieśni i tańca. Ogromnie autentyczny, gdyż obywający się bez jakiegokolwiek fachowego instruktażu. Pewną opiekę roztacza nad tą grupą jedynie oddana sprawom wsi nauczycielka-emerytka Stanisława Barsznik, równie jak ongiś Gulgowscy rozmiłowana we Wdzydzach. Dla siebie Gulgowscy wybudowali we wsi, na miejscu gdzie dziś stoi checz z 4-słupowym wystawkiem, okazałą piętrową willę z drzewa, do której wkrótce zaczęli zajeżdżać goście z Kaszub i z dalszych okolic, by poznać pełen uroku zakątek oraz bogate zbiory etnograficzne. Wdzydze stały się wówczas obok Kościerzyny kulturalnym ośrodkiem kaszubszczyzny. Niestety, twórca tego ośrodka Izydor Gulgowski zmarł przedwcześnie (22 IX 1925), pozostawiając muzeum i zespoły twórców ludowych pod opieką żony. W 7 lat później, 16 VI 1932 r. o godzinie 12.30, wybuchł pożar u sąsiada nazwiskiem Grulkowski, a szalejący w tym dniu wiatr przeniósł ogień na willę Gulgowskich i muzeum. Z całego obejścia pozostała jedynie ruina pieca; spaliły się prawie wszystkie eksponaty muzealne, w tym najcenniejsze: złotogłowia i obrazki na szkle. Na kilka lat przed pożarem, w 1929 r., Muzeum we Wdzydzach nabyło Ministerstwo Oświaty, zamierzając przenieść je do Gdyni dla udostępnienia szerszej publiczności. Do realizacji tego zamierzenia jednak wówczas nie doszło. W 1936 r. Teodora Gulgowska zakupiła od chłopa Za-brockiego z Krzyża za pieniądze ze składek społecznych starą stodołę z 1810 r. Ze stodoły tej cieśla Franciszek Jaszewski zbudował nową checz, nieco większą od spalonej, z identycznym wystawkiem szczytowym jak przy dawnej. Ogromnym wysiłkiem udało się Gulgowskiej zgromadzić wyposażenie i otworzyć muzeum. W 1948 r. przekazała ona chatę i jej zbiory Państwu, które zatrudniło ją w charakterze kierowniczki tej placówki. Merytoryczną opiekę nad skansenem sprawowało odtąd i sprawuje do dziś Muzeum Pomorskie w Gdańsku. W 1951 r. Gulgowska zmarła na skutek komplikacji po złamaniu nogi, mając blisko 90 lat. W roku 1956 w sąsiedztwie checzy wzniesionej przez Gulgowską na miejscu pierwotnego muzeum stanęła druga checz, mniejsza, zakupiona i przekazana przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków z Bydgoszczy dla wdzydzkiego skansenu. Jest to checz rybaka Miętkiego ze wsi Wdzydze Tucholskie (Rybaki), położonej na wschodnim brzegu Wielkiej Wody. Rozebrana i następnie zestawiona we Wdzydzach Kiszewskich uzyskała niebawem wyposażenie typowe dla przyjeziornych checz rybackich. Wyposażenie to zebrał i wyeksponował kustosz Muzeum Pomorskiego w Gdańsku dr Longin Malicki. Sprowadzona z powiatu chojnickiego chata stanowi późniejszy rozwojowo okaz budownictwa kaszubskiego. Nie występuje już w niej podcień na całą szerokość checzy, ale ogranicza się do narożnego, wspartego na 1 słupie. Prowadzi z niego wejście do wnętrza. Skromne wyposażenie tej chałupy składa się ze sprzętów domowych, różnego rodzaju przyborów rybackich oraz narzędzi pomocniczych. W większej chacie wchodzi się z podcienia do małej sieni, w której znaczną przestrzeń zajmuje wielki komin. Z sieni można wejść na strych przy pomocy ustawionej tu drabinki. Obok stoi wielkie naczynie na wodę w postaci wydrążonego pnia. Komin znajduje się na lewo, a na wprost od wejścia drzwi do izby. W izbie wyposażenie tradycyjne, jakie można było znaleźć w checzach w drugiej połowie XIX w. Na lewo od drzwi widać kominek z przyborami do gotowania potraw, wyżej półka na garnki. Obok wnęki kominkowej stoi w rogu izby niezwykle ciekawy piec wykonany z kafli garncowych, czyli jakby z czworobocznych naczyń glinianych. Kafle takie wywodzą się z średniowiecznych wyrobów tego typu, pierwotnie jednak okrągłych. Kafle wdzydzkie wykonał specjalnie na zamówienie Teodory Gulgowskiej artysta garncarz z Chmielna — Franciszek Necel, ze sławnego rodu ceramików kaszubskich. Kafle te są wiernym naśladownictwem dawnych, z pieca, który stał w spalonym muzeum. Po przeciwnej stronie drzwi ustawiony jest zdobny szelbiąg kaszubski, czyli kredens, a w nim na półkach różnego rodzaju gliniane naczynia. Znajdujące się w izbie drewniane ławki, stoły, stołki mają wycinane zdobienia zapiecków i nóg. Stojące w kącie łóżko można było rozsuwać dla pomieszczenia w nim kilku osób. Paradnym sprzętem jest malowana skrzynia wianowa. Wystrój chaty stanowią nadto obrazy religijne, kwiaty na oknach itp. Obok łóżka widać drzwi prowadzące do przyległej komory, gdzie jak niegdyś przechowywany jest sprzęt domowy i narzędzia gospodarcze. Przed domem, po jego południowej stronie stoją ule koszkowe, nakryte słomianymi chochołami. Po zwiedzeniu chałup (po których oprowadza objaśniając barwnie ich wyposażenie opiekun skansenu Wiktor Grulkowski, zwany we wsi "kustoszem") udajemy się ścieżką na sąsiedni wzgórek, odległy o kilkadziesiąt metrów, by obejrzeć grób Gulgowskich położony wśród sosen, opodal wód jeziornych. Obydwoje spoczęli blisko miejsca, w którym spędzili swe piękne i pełne niezwykłego romantyzmu życie. Na granitowym głazie ustawionym na mogile widnieje wiązanka kwiatów namalowanych przez samą Gulgowską z myślą o ofiarowaniu mężowi trwałego bukietu z kwiatów rosnących na umiłowanej przez niego ziemi kaszubskiej. Postacie Gulgowskich, ich wielką miłość i wreszcie grób oplotła wzruszająca legenda ludowa. Według niej kamień nagrobny pochodzi z wyspy Glonek. Przy nim to mieli się spotkać po raz pierwszy bohaterowie legendy i pokochać się od pierwszego wejrzenia. Po śmierci męża Gulgowską poleciła rzekomo przywieźć kamień do Wdzydz i ustawić na grobie. Mogiłę odwiedzała każdego dnia, a przed podjęciem każdej ważniejszej decyzji szukała porady u swego zmarłego towarzysza życia. Rozmowę z nim miał ułatwiać mały zaszklony otwór do grobowca. Legendę o kamieniu i zawarciu przy nim znajomości wymyśliła prawdopodobnie sama Gulgowską i chętnie ją opowiadała. Rzeczywistość była zupełnie inna, jakkolwiek również nie pozbawiona romantyzmu. Poznanie bowiem nastąpiło we wsi Wiele u brata Teodory, proboszcza, do którego Gulgowski po objęciu we Wdzydzach posady przyjechał z wizytą. Zakwitła miłość od pierwszego wejrzenia i powzięta została niebawem decyzja zawarcia małżeństwa. Legenda głosi przy tej okazji, że Teodora postanowiła wbrew woli brata porzucić studia w Berlinie, by wyjść bezzwłocznie za Izydora. Na sprzeciwy proboszcza romantyczna panna miała odpowiedzieć trzydniową głodówką i ostatecznie wymusić jego zezwolenie na ślub. Warto nadmienić, że Gulgowska była o 14 lat starsza od męża i zapewne już dużo wcześniej zrezygnowała z malarstwa, za-jąwszy posadę księżej gospodyni. Stojący na grobie głaz nie pochodzi z wyspy Glonek, lecz z fundamentów willi Gulgowskich, w której tak szczęśliwie pędzili lata. Towarzyszy on i teraz niezwykłej parze, czuwając nad spokojną ich mogiłą, gdzie ciszę przerywa jedynie śpiew ptaków, szum wiatru w gałęziach sosen i szmer opłukującej podnóże wzniesienia jeziornej fali. Po wyjściu ze skansenu (który niedługo ma być powiększony o trzecią checz z Piechowic i ewentualnie inne obiekty budownictwa kaszubskiego) udajemy się drogą prowadzącą wzdłuż jeziora do Stanicy Wodnej PTTK na Krzyżu. Wieś jest wydłużoną ulicówką zabudowaną murowanymi i drewnianymi chałupami. Niektóre z nich, jak np. nr 15 (właścicielka Łosińska), nr 16 (wł. Jaźmińska) i nr 17 (wł. Ostrowska), pochodzą zapewne jeszcze z pierwszej połowy XIX w. Wędrując przez wieś warto wstąpić do wspomnianej już Władysławy Wiśniewskiej, pierwszej wśród wdzydzkich hafciarek, żeby zobaczyć jej prace. Można ją też poprosić o zaśpiewanie którejś z licznych miejscowych piosenek, jest bowiem najlepszą śpiewaczką w małym ludowym zespole wdzydzkim. Odwiedzić też trzeba siostry plecionkarki mieszkające w starej chacie na górce (nad zatoką jeziora, po lewej stronie przy zakręcie drogi), którą upodobali sobie gdańscy literaci, często odwiedzający Wdzydze, tak jak plastycy Chmielno.